„Moja pierwsza książka!” – czyli jak napisać i wydać własną książkę krok po kroku…

pisarzorg

Jest na sali wydawca?

Witajcie moi kochani! Dziś – kolejny – zapowiadany na początku miesiąca artykuł, w którym powiem wam jak możecie – tanim kosztem – napisać i wydać swoją pierwszą książkę. Na wstępie powiem, że – jak niektórzy z was pewnie wiedzą – w poprzednim roku wydałem swoją pierwszą książkę, kryminał pod tytułem „Delirium”. Więcej na temat wspomnianej publikacji możecie poczytać tutaj. Zainspirowany postawieniem pierwszych kroków w branży pisarskiej stwierdziłem, że warto podzielić się swoimi doświadczeniami na blogu. Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis zainspiruje i doda wam odwagi do spełnienia długo pielęgnowanych literackich marzeń. Kto powiedział, że nieznany pisarz nie ma szans na wydanie własnych publikacji? W dzisiejszych czasach wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Wystarczy wiedzieć co po kolei robić i mieć w sobie choć trochę wiary w siebie/swoją twórczość. Prawdą jest, że jaszcze dziesięć lat temu wydanie książki nikomu nieznanego pisarza graniczyło z cudem. Dziś jednak – jak już wspomniałem wcześniej – jest trochę inaczej. Założę się, że wielu z was marzy o wydaniu własnej książki ale… nie zaczęło jej jeszcze pisać albo jest dopiero w trakcie jej tworzenia.

Czytaj dalej

Otagowane , , , ,

„Kolor Collective” – czyli walka z brazylijską dyskryminacją za pomocą koloru i flesza…

flesz888

Smaczna fotografia.

Czujecie to? Co tak ładnie pachnie? A! To niedzielny wpis i kilka wersów kultury. Dzisiaj króciutko, co nie znaczy ubogo. Na tapecie Kolor Collective i sprawa dyskryminacji. Kolor Collective to grupa artystyczna z Rio de Janeiro, której głównym celem jest pomoc czarnoskórym kobietom w walce o należne im miejsce w brazylijskim społeczeństwie. Wspomniani artyści używają najsmaczniejszego – według mojej osoby – narzędzia, jakim może dysponować współczesny – i nie tylko – twórca. Prowokacja i kontrowersja. Jak ja to lubię. Główny założyciel grupy to fotograf francusko-węgierskiego pochodzenia, Pol Kurucz. Artysta, który od lat zmaga się z problemem dyskryminacji i swoją sztukę opiera głównie na własnych – niekoniecznie przyjemnych – doświadczeniach. Wróćmy teraz do prac prezentowanych w dzisiejszym poście. Czarnoskóre – i nie tylko – kobiety zamieszkujące Brazylię bardzo skutecznie walczą o należne im prawa i wizerunek społeczny. Widać to bardzo dobrze w ostatnich latach. Przemoc seksualna, dyskryminacja zawodowa i jednopłciowe organy władzy to codzienne realia życia w Brazylii.

Czytaj dalej

Otagowane ,

„Figaj głosuje na Strange Clouds!” – czyli apel o wsparcie dla dobrze zapowiadającego się zespołu!

flesz

Pomożecie? 🙂

Hej! Cześć! Czołem! Dzisiejszy wpis to nic innego jak krótki apel o pomoc, a może raczej zwykłe ludzkie wsparcie. Mój znajomy wraz ze swoim zespołem „Strange Clouds” bierze udział w konkursie „Fabryka Zespołów”. Wygraną we wspomnianym konkursie jest dwudniowa sesja w studiu nagraniowym. Chłopaki naprawdę zasługują na waszą uwagę. O ich twórczości wspominałem w zeszłym roku w jednym z moich odcinków na kanale YouTube – link do odcinka tutaj. Jak możecie pomóc? Wystarczy, że wejdziecie tutaj i zalakujecie zdjęcie tytułowego zespołu. To tyle. Jeden „lajk”, a jak wiele może zmienić. Osoby którym nie wystarcza moje poręczenie, zapraszam do odwiedzin fp. zespołu i przytulenia zmysłami ich twórczości. Powiem więcej! Jeżeli chcecie posłuchać „Strange Clouds” na żywo, zapraszam na najbliższy koncert – 14 stycznia, godzina 22.00, „Alligator” Poznań! Dużo dzisiaj informacji… wiem. Jednak najważniejszym hiperłączem dzisiejszego wpisu jest to, w którym możecie wesprzeć chłopaków swoimi lajkami. Głosowanie trwa do 16 stycznia. Z całego serca polecam! Poniżej kilka nutek twórczości tytułowych dżentelmenów 🙂 .

Czytaj dalej

Otagowane

„Coś poszło nie tak…” – czyli dlaczego uciekam z Facebooka i co śmierdzi polityką i religią?

orginfbdosc.jpg

Mam dosyć.

Już od roku mężnie trwam w postanowieniu, że nie będę poruszał na swoim blogu tematów religii i polityki. Rok temu skupiłem się na pasji i do dnia dzisiejszego trzymam się w swoich publikacjach tematyki szeroko rozumianej kultury. Czasami jest to Kultura. Czasami kultura. A chwilami kÓltura. Ostatnią z wymienionych – chyba – lubię najbardziej. Oczywiście publikuję również wpisy z życia prywatnego, dzielę się w nich swoimi doświadczeniami i poglądami. Tak jak dzisiaj. Niemniej jednak nie miałem i nie mam zamiaru komentować na swoim blogu tematów religijnych i politycznych – chyba, że mają one bardzo mocny związek ze światem sztuki. Dlaczego unika Pan wspomnianej tematyki? O tym już wielokrotnie wspominałem na swoim blogu. Po pierwsze nie unikam. Blog ma być dla mnie pewną formą terapii i realizacją pasjii, które niewątpliwie związane są ze wszelkimi profesjami artyzmu. Pisanie na temat polityki i religii wywołuje we mnie złe emocję, którymi nie mam ochoty dzielić się publicznie. No właśnie… Dzielenie się publicznie swoimi poglądami. Na wstępie chciałbym napisać didaskalia do tytułu dzisiejszego wpisu.

Czytaj dalej

Otagowane ,

„Psi los?” – czyli bezdomne zwierzaki w galerii handlowej i walka o przeżycie mroźnej zimy.

psyzimno

Zimno jak w psiarni.

Hej! Na samym wstępie powiem, że mam świadomość „dużej promocji” tematu dzisiejszego posta. O nietypowym schronieniu dla psiaków jest głośno w tym tygodniu nawet na demotywatorach. Wiem o tym. Niemniej jednak gdy tylko zobaczyłem kilka dni temu łańcuszkową publikację tego tematu na Facebooku stwierdziłem, że po prostu muszę wspomnieć o tytułowym wydarzeniu na blogu. Fenomenalna sprawa. Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą o co chodzi wyjaśniam… Mowa o sytuacji, która miała miejsce kilka dni temu w jednym z centrów handlowych, w Stambule. Od prawie tygodnia w Stambule panuje przerażająca zima. Z powodu „śnieżnego paraliżu” zamknięto wszystkie lotniska, a w centrum ze śnieżycą walczy ponad 7 tysięcy pracowników firm sprzątających. Minusowe temperatury są śmiertelne nie tylko dla ludzi, ale również zwierząt. Pracownicy jednego z centrów handlowych postanowili na noc wpuścić do galerii bezdomne zwierzaki. Psiaki dostały koce i jedzenie. O porządek związany z obecnością czteronogich lokatorów zadbali wolontariusze, którzy na co dzień są pracownikami wspomnianego centrum. Takie sytuacje przywracają wiarę w ludzi.

Czytaj dalej

Otagowane , , , ,

„Złote globy 2017” – czyli „La La Land” największym zwycięzcą w całej historii Złotych Globów.

zlotegloby

Jest co dźwigać.

Witajcie moi kochani! Dziś wpis niewątpliwie związany ze światem kultury. Podzielę się z wami najświeższymi informacjami z tegorocznej Gali Złotych Globów, która odbyła się kilka godzin temu. Znamy zwycięzców, znamy aktualne warunki aparycyjne największych gwiazd świata kina, wiemy jaki serial warto zacząć oglądać, znamy również nowy rekord zdobytych statuetek… Tak moi kochani, niekwestionowanym zwycięzcą tegorocznej gali jest film „La La Land”, który stał się wczoraj największym zwycięzca w całej historii Złotych Globów. Obraz „La La Land” z Ryanem Goslingiem i Emmą Stone w rolach głównych był nominowany do siedmiu statuetek i kolokwialnie mówiąc „zgarnął je wszystkie”. Tytułowej produkcji jeszcze nie przytuliłem zmysłami, dlatego pozwólcie mi zostawić powyższą informacje bez prywatnego komentarza. Dla ciekawych, trailer filmu możecie zobaczyć w stópce posta. A teraz w dużym skrócie podzielę się z wami listą pozostałych zwycięzców. Za najlepszy film dramatyczny uznano „Moonlight”. Nagrody odebrali też m.in. Casey Affleck, Isabelle Huppert, Aaron Taylor-Johnson, Tracy Ellis Ross i Viola Davis.

Czytaj dalej

Otagowane ,

„Wszyscy kłamią” – czyli jak oszukał mnie operator sieci komórkowych i pani w kwiaciarni…

klamstwoklamliwe

Obrzydliwe.

Wiecie co… Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami. Jeżeli „próbę oszustwa” uznam za „nieszczęście”, to jak najbardziej ze wspomnianym przysłowiem się dzisiaj zgodzę. Na początek sprawa mojej ukochanej sieci komórkowej. Szukałem ostatnio w necie sensownych ofert związanych z domowym internetem. Po trzydziestu minutach poszukiwań doszedłem do wniosku, że najlepiej będzie jak wykupię dodatkową usługę w Orange – gdzie mam swój numer już od kilku lat. Zadzwoniłem na infolinie, sympatyczny Pan Kowalski przedstawił mi ofertę w bardzo sensownej cenie. Po podaniu wszystkich danych, umówieniu się na wizytę monterów padły „schematyczne” słowa: „W takim razie powtórzę raz jeszcze przed ostatecznym złożeniem zamówienia wszystkie informacje. Oferta o numerze (…) W comiesięcznej spłacie (…) Plus koszty dodatkowe 129 złotych (…)”. Zdziwiłem się mocno gdy po całej technicznej litanii usłyszałem, że mam ponieść jeszcze jakieś koszty dodatkowe. Okazało się, że muszę zakupić ruter. W związku z faktem, że mam ich wiele nie byłem zainteresowany kupnem nowego. Pan z Orange mimo to usilnie próbował mi go wcisnąć. Dosłownie.

Czytaj dalej

Otagowane , ,

„Obrazy pełne pocałunków” – czyli o specyficznej sztuce Natalie Irish i jej magazynie szminek.

iri

Daj buziaka.

Eh.. za oknami taki mróz, że szkoda gadać. Piszę ten krótki wpis po nieprzespanej nocce i kilku godzinach dyżuru w pracy. Padam na buzie. Niemniej jednak postanowiłem dzisiaj na blogu wspomnieć o malowaniu szminką i dotrzymam słowa. Na początku bieżącego miesiąca obiecałem wam post o malowaniu ustami. A dokładniej malowaniu ustami zabarwionymi szminką. Poznajcie Natalie Irish i jej niecodzienną sztukę malowania pocałunkiem. Tytułowa malarka w procesie tworzenia nie używa tradycyjnych farb, pędzli, a nawet dłoni. Natalie Irish specjalizuje się w malowaniu ustami pokrytymi szminką. W swojej „torebce” malarka posiada setki odcieni wspomnianego kosmetyku. Świat sztuki jest tak szeroki, że trudno w dzisiejszych czasach zasłużyć na miano „artysty oryginalnego”. Z Panią Irish jest jednak inaczej. Jej pomysł na siebie i swoją sztukę to połączenie prostoty i talentu. Malarka pochodzi z Houston w stanie Texas, a jednym z najsłynniejszych jej portretów to twarz Marilyn Monroe. W sieci możemy znaleźć film uwieczniający powstawanie wspomnianego obrazu – zainteresowanych odsyłam tutaj. Poniżej możecie podziwiać kilka prac tytułowej artystki. Padam na buzię, idę spać!

Czytaj dalej

Otagowane

„Freedom Ship” – czyli projekt pływającego miasta rodem z apokaliptycznych wizji.

statek

Jaki kolos…

Witajcie kochani! Mamy początek roku, więc fajnie pogadać o przyszłości. A dokładnie o wizerunku świata, który spotkamy być może za kilka lat. Dziś o kulturze w trochę inny sposób. Na początku zeszłego roku miał ruszyć projekt budowy tytułowego „wodnego miasta”. Niestety inicjatorzy projektu nie zebrali wystarczającej liczby inwestorów i realizacje budowy „Freedom Ship” przesunięto odrobinę w czasie. Pomysł na pływające miasto powstał już w 1990. roku, zbieranie środków potrzebnych na jego realizację trwa już ponad 16. lat – dodam, że koszt budowy pływającego miasta oszacowano na 12 miliardów dolarów! Twórcy projektu – konsorcjum FSI (Freedom Ship International) – planują potencjalne rozpoczęcie budowy statku w 2025. roku. Warunkiem jest jednak zebranie brakującej sumy pieniędzy, która jak sami widzicie jest niemała. Niemniej jednak FSI jest pewne sukcesu swojego projektu. „Freedom Ship” ma być największym statkiem w historii. Już dzisiaj FSI posiada tysiące zarezerwowanych mieszkań na pokładzie – pomimo faktu, że statek istnieje na dzień dzisiejszy jedynie „w planach”.

Czytaj dalej

Otagowane

„Postanowienia noworoczne to ściema” – czyli jestem hipokrytą i sporządziłem listę postanowień.

postanon2017

Trudne sprawy.

Wiecie co… Jak co roku wielu z moich znajomych sporządza listę postanowień noworocznych. Publikuje ją na portalach społecznościowych i naiwnie zbiera lajki.  Nigdy nie byłem fanem tego typu zabiegów. Bardzo często hejtowałem publicznie styczniową modę na postanowienia noworoczne. Głównie z powodu jej rytualnej otoczki i nikłego stopnia prawdopodobieństwa osiągnięcia stawianych w niej celów. W tym roku jednak jest trochę inaczej. Od kilku miesięcy bezskutecznie walczę z nałogiem tytoniowym. Do tego szybkie tępo mojego życia bardzo często spycha mnie na niziny kulinarnego lenistwa. Mówiąc mniej poetycko i kolokwialnie: często żrę niezdrowe rzeczy. Zupki chińskie, kebaby i odgrzewane frytki z pozoru dają mi możliwość szybkiego posilenia się. Tylko z pozoru. Prawda jest taka, że wspomniane żarcie to puste kalorie. Co z tego, że zrobię „zupkę w kubku” w ciągu dwóch minut? Przecież po 30 minutach od jej zjedzenia głód powróci i znowu będę musiał walczyć z szeleszczącym opakowaniem chińskiego vifonu… Do tego zbrzydły mi już chemiczne smaki szybkich potraw. Mdlące majonezy w kebabach, półsurowe frytki śmierdzące tłuszczem, zupki wyglądem przypominające wymiociny.

Czytaj dalej

Otagowane